how to create your own website

PAUCI

WSPOMNIENIA Z KRYMU

WSPOMNIENIA Z KRYMU

Będąc wykładowcami ze Stowarzyszenia, realizując w październiku I część projektu z programu Inicjatywy Współpracy Polsko – Amerykańsko – Ukraińskiej (PAUCI), a mianowicie seminaria dla przedsiębiorców z branży hotelarskiej, mieliśmy okazję poznać Krym, panujące tam zwyczaje, kulturę i życie codzienne ludzi.

Jako środek transportu wybraliśmy pociąg, którym bez przesiadek dojechaliśmy do samego Symferopola. Pierwszy problem, jaki się pojawił na początku naszej podróży, to brak miejsca w przydzielonych nam przedziałach, wynikający z zajęcia miejsc wielkimi pakunkami i torbami przez podróżujących Ukraińców. Podróż trzeba przyznać była męcząca, a jedynym dobrodziejstwem była umywalka z wodą w każdym przedziale (polski wagon). Niestety warunki w pociągu były przygnębiające, a wynikało to z panującego wszędzie brudu i pogłębiającego się w niszczeniu wyposażeniu. Obiad zjedliśmy w wagonie restauracyjnym, który niestety jechał tylko do Kijowa. Atmosfera i obsługa była przyjemna, dlatego też zaakceptowaliśmy bez wahania przelicznik 1 hrywna = 1 zł oraz sowity napiwek.

Pierwsze nasze wrażenie odebrane już będąc w centrum Ukrainy, to małe, zaniedbane wioski z malutkimi domkami, drogami „błotnymi”, wysypiskami śmieci przy torach oraz panująca tam bieda. Na każdej stacji w małej mieścinie czekały na podróżnych babuszki i sprzedawały co tylko się dało: paprykę, winogrona, kotlety, własne wypieki, słonecznik itd. Oczywiście skorzystaliśmy z tej okazji i w dalszej naszej podróży objadaliśmy się winogronami. Co ciekawe, wszystkie dworce w większych miejscowościach na naszej trasie na Krym, były pięknie wyremontowane, co robiło niesamowite wrażenie.

W Simferoplu byliśmy wieczorem. Odebrała nas z dworca szefowa naszej partnerskiej organizacji. Stamtąd pojechaliśmy samochodem do Eupatorii, gdzie za dwa dni mieliśmy wykładać na pierwszym seminarium z trzech zaplanowanych. Pierwsze zaskoczenie, to ciemne miasta, latarnie świeciły się tylko w wybranych miejscach, jak dworzec, przejazdy przez tory. Jak się później dowiedzieliśmy, brak światła wynikał z oszczędności, gdyż w październiku nie ma u nich sezonu turystycznego. Hotel Korona, w którym nocowaliśmy prezentował się bardzo dobrze, gdyż był świeżo po remoncie, ale jak to u nich bywa z oszczędzaniem, to woda ciepła raz była raz nie. Brakowało również w hotelu Sali, gdzie można byłoby w miłej atmosferze wypić kawę, herbatę i towarzysko sobie porozmawiać. Niestety stołówka była nieciekawa, nie mówiąc już o jedzeniu, które całkowicie nie spełniało naszych oczekiwań i było bardzo skromne. Typowe śniadanie to ryba odsmażana z 'rozbebranymi' przysmażonymi na patelni ziemniakami i do tego surówka oraz czerstwy chleb. Gdy poprosiliśmy o cos lekkiego, typu ser żółty, pani przyniosła nam dokładnie 4 plasterki sera, dla każdego jeden plasterek. Uświadomiliśmy sobie, że nie mamy co liczyć na śniadanie europejskie. Aby nie być głodnym po ich wymyślnych posiłkach, często robiliśmy zakupy typu: ciemny chleb (bardzo smaczny) i ich typowy regionalny ser żółty, bo nic innego ciekawszego nie było w sklepie i oczywiście każdego wieczoru delektowaliśmy się krymskim winem (polecamy).

Eupatoria jest miastem turystycznym, ale nie uświadczyliśmy tam ani jednej informacji turystycznej, nie mówiąc już o samych tablicach z planem miasta i informacją o zabytkach i ciekawych miejscach. Nie było nawet przyjemnych restauracji, w których można byłoby zasmakować kuchnię ukraińską lub inną (jak wiemy na Krymie mieszka wiele narodowości). Jedynym przyjemnym i naprawdę na miarę zachodnich miejsc, była kawiarenka „Anna Achmanowa”. Tam zjedliśmy przepyszne ciasta i wypiliśmy kawę o niezapomnianym aromacie.

Na drugi dzień, po pierwszym seminarium, pojechaliśmy do Bakczysaraju, miasta pośród niesamowitych gór i skromnej przyrody. Tak piękne i ciekawe turystycznie miast nie miało ani jednego porządnego hotelu, dlatego nie pozostało nam nic innego jak nocleg w Turbazie. Dostaliśmy domki o wyposażeniu 'luks' (standard nie mający nic wspólnego z luksusem), w których pierwszą noc przespaliśmy w totalnym zimnie (zapomnieli włączyć ogrzewanie). Na następny dzień wybraliśmy się do miasta, by je lepiej poznać. Będąc przy Pałacu Chanów Krymskich zaczepiła nas młoda dziewczyna oferując usługi przewodnickie i wyprawę do Czufut-Kale. Stamtąd rozciągał się przepiękny widok na miasto i otaczające je zewsząd góry. Niezapomniane wrażenia. Będąc w tak urokliwym mieście zakosztowaliśmy również Czebureki w restauracji naprzeciwko pałacu Chanów (pierwszy raz jedliśmy je w Eupatorii w Kenesie). Bardzo zaskoczyła nas tam pani, która podliczała nasz rachunek na wielkim liczydle. Prosiliśmy ją żeby kilka razy sprawdzała czy dobrze liczy, bo nie mogliśmy się napatrzeć jak sprawnie jej to idzie. W Bakczysaraju mieliśmy również okazję skorzystać z transportu miejskiego typu „marszrutka” oraz z jazdy rozsypującą się taksówką.

W Turbazie, w której nocowaliśmy był wyraźnie zaznaczony podział obowiązków pomiędzy różnych dyrektorów, których było mnogo. W dniu naszego wyjazdy, będąc na skromnym śniadaniu, mieliśmy okazję zobaczyć zakłopotanie szefowej recepcji, gdy pani z baru była przez moment nieobecna. Widząc jej bezradność w przygotowaniu śniadania (nie umiała nawet zrobić nam herbaty, nie mówiąc już o jajecznicy), sami wkroczyliśmy do kuchni, która odrzucała panującym tam bałaganem i brudem, i zrobiliśmy sobie po raz pierwszy polską jajecznicę. Mieliśmy już nauczkę, że słowo jajecznica nie jest tak samo rozumiane. U nich jajecznica ma postać jajka sadzonego. Kiedy już zabraliśmy się do konsumowanie naszego śniadania przyszła pani od baru, a kierowniczka na jej widok z radości aż się popłakała.

Z uwagi na to, że trzecie seminarium odbyć się miało w Sudaku, postanowiliśmy po drodze z Bakczysaraju zwiedzić ważniejsze miejsca wzdłuż wybrzeża. Na trasie zatrzymaliśmy się przy pięknym punkcie widokowym na morze i góry, gdzie mieliśmy okazję wypić kawę w brudnych, mikroskopijnych filiżankach z pływającym tłuszczem za 1 dolara.

Zobaczyliśmy między innymi przepiękne miejsca takie jak: Cerkiew Wskrzeszenie Chrystusa w Foros, Pałac Woroncowa, Jaskółcze Gniazdo (aby wejść do środka pałacyku, trzeba było skorzystać z usług eleganckiej restauracji), Pałac w Liwadii, w którym przewodniczka z przejęciem i łzami w oczach opowiadała o tragedii, jaka spotkała rodzinę carską.

W Sudaku byliśmy późnym wieczorem i zatrzymaliśmy się w Sanatorium Sokół, w którym na drugi dzień prowadziliśmy wykłady. Standard pokoi i sanitariatów nie był wysoki, można powiedzieć, że turystyczny. Jedynie lokalizacja sanatorium przy samym morzu i robiącej niesamowite wrażenie Twierdzy, rekompensowała nam brak komfortu, za którym tęskniliśmy oraz niesmaczne, z reguły zimne posiłki.

W drodze do Symferopola przejeżdżaliśmy przez Teodozję, miasto, które jako jedno z nielicznych na Krymie miało prawdziwego gospodarza, gdyż było czyste, zadbane i w miarę możliwości finansowych odrestaurowane.

Wszystkie miasta, jakie mieliśmy okazję zwiedzić na Krymie niestety są zaniedbane, brudne, a większość budynków wymaga kapitalnego remontu. W większości miasta krymskie są słabo oznakowane dla kierowców, nie mówiąc już o turystach oraz nie posiadają rozwiniętej infrastruktury turystycznej, brak hoteli, pensjonatów, dobrych restauracji z różną kuchnią, kawiarenek itd. Jednak trzeba przyznać, że są tam niezapomniane krajobrazy i niesamowita przyroda, a jesień mieniąca się niezliczoną ilością kolorów najpiękniejszą, jaką kiedykolwiek widzieliśmy.

W przedostatni dzień pobytu na Krymie nocowaliśmy w Symferopolu w hotelu Ukraina, który nie odbiegał od wysokiego standardu w hotelach zachodnich, ale recepcja i hall nadal powiewał komunizmem (niestety tam nic nie jest do końca doskonałe). Zauważyliśmy niesamowitą umiejętność walki z bezrobociem poprzez tworzenie wymyślnych stanowisk pracy jak np.: panie etażowe, pan przy kulawym biurku pilnujący wejście na schody hotelowe oraz kilka osób szwędających się po hotelu i bez większej potrzeby.

Nasz ostatni wieczór spędziliśmy w Restauracji Kuchnia Ukraina przy regionalnej muzyce, w przemiłej atmosferze i niepowtarzalnym wystroju w stylu wiejskiej chaty.

Niestety nie mogło być tak sielankowo do końca naszego pobytu, bo byłoby to za piękne. Tak więc na pożegnanie jednego z naszych wykładowców w samym centrum Symferopola młodzi specjaliści – złodzieje okradli ze wszystkich dolarów jakie posiadał, czyli z honorarium za wykłady. Ich sposób okradania obcokrajowców i nie tylko był do końca precyzyjnie przemyślany i wyreżyserowany tak, że zamieszana w całe to przedstawienie osoba nie była w stanie przewidzieć, że jest ofiarą kradzieży.

Podróż powrotną z Symferopola do Warszawy odbyliśmy również bez przesiadek pociągiem, ale już w mniejszym luksusie (przedziały bez umywalki), ponieważ w wagonie ukraińskim. Na nasze nieszczęście pociąg nie posiadał wagonu restauracyjnego, co dla nas było totalnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że nasza podróż trwała ponad 37 godzin. Mieliśmy nadzieję, że podróż minie bez większych problemów, ale myliliśmy się. Na granicy staliśmy 3 godziny, gdyż pech chciał, że w jednym z wagonów przemycano papierosy. Celnicy nie przejmowali się tym, że jest środek nocy, pasażerowie śpią, i bez skrupułów w wielkim hałasie przeszukiwali wszystkie wagony i prawie rozbierali je na części. Najzabawniejsze było to, że wagony zostały odczepione, odstawione na boczny tor, pozbawione ogrzewania, i nikt nie poczuł się w obowiązku o poinformowaniu o tym pasażerów i przeproszeniu za zaistniałe problemy.

Trzeba przyznać, że aktywnie spędzone 10 dni na Krymie w różnych warunkach oraz nużąca, długa podróż pociągiem, spowodowały, że do domu wróciliśmy naprawdę zmęczeni, ale za to pełni wrażeń i nowych doświadczeń.

Nasz krótki pobyt na Krymie uświadomił nam jak jeszcze wiele jest tam do zrobienia. Ciekawe jest to, że ludzie, którzy tam mieszkają nie zauważają problemu, jakim jest co roku spadająca atrakcyjność Krymu wynikająca z wysokich cen za usługi i bardzo niskiego ich standardu. Krymscy przedsiębiorcy uważają, że jeśli turyści przyjeżdżali do krymskich sanatoriów za czasów socjalizmu, to zawsze tu będą spędzać wakacje. Oni nie rozumieją, że obecny turysta jest coraz bardziej wybredny i wymagający i jeśli ma możliwość wyboru, zawsze wybierze dobrą jakość za rozsądną cenę, a miejsc tak urokliwych jak Krym jest na świecie naprawdę wiele. Bez zmiany mentalności tych ludzi i ciągłego szkolenia ich w zakresie przedsiębiorczości i marketingu usług turystycznych, nie można liczyć na poprawę usług turystycznych na Krymie w najbliższych latach.

Dlatego też nasz projekt składa się z II części, czyli z pobytu w Polsce, dzięki któremu przedsiębiorcy ukraińscy będą mieli okazję poznać polską bazę hotelową, standard świadczonych w niej usług oraz strategię rozwoju turystyki w Karkonoszach.

ADRES
Stowarzyszenie Wspierania Integracji
z Unią Europejską

ul. Widok 15
58-560 Jelenia Góra
POLAND

KRS: 0000073876
REGON: 231063958

KONTAKT
E-mail: info@swiue.pl

PREZES ZARZĄDU

  • mgr Jowita Jeleńska
Dziękujemy za wysłanie wiadomości!